sobota, 27 czerwca 2015

Rozdział XI - Polowanie


Nie mogę uwierzyć, że tak normalnie wyglądam na zewnątrz, choć w środku mam kompletne pobojowisko.

Suzanne Collins 

Szliśmy normalnym tempem. Nie rozmawialiśmy, ani się nie zatrzymywaliśmy. Nikt nie mógł nas usłyszeć. Śnieg nadal sypał, co utrudniało widoczność. Cholerny śnieg, cholerna zima.

Po jakiś dziesięciu minutach byliśmy na miejscu. Mieliśmy jeszcze niecałe piętnaście minut do planowanego przylotu Lockdowna. Mike rozłożył się z laptopem, a Sam powiadomił bazę, że jesteśmy na pozycji. Znajdowaliśmy się na pustkowiu. W okolicy nie było żadnych budynków, a jedynie pokryta śniegiem ziemia i skały, które dobrze nas ukrywały. Jade wspięła się na jedną z nich i zbadała teren.

-Trzy cony, łatwizna – powiedziała jak gdyby nigdy nic. W ogóle się nie stresowała – Sami moglibyśmy ich załatwić.

-I przy okazji zdradzić Lockdownowi, że tu jesteśmy? – zapytał ironicznie Sam

-Tak, dokładnie taki mam plan – zaśmiałam się cicho. Szybko jednak ucichłam, gdyż usłyszałam odgłos nadlatującego statku. Jade i Sam też go usłyszeli – Lockdown przyleciał za wcześnie? – wzruszyłam ramionami, a Jade zaczęła się nad czymś zastanawiać.

-Jade – przerwał jej przemyślenia Sam – komunikacja z bazą padła.

-Co?!

-Nie mogę się połączyć!

-Cholera! Wiedzieli! To pułapka!

-Nie inaczej – odezwał się ktoś za nami, a mnie przeszedł dreszcz. Głos był lekko ochrypły. Czuć w nim było nienawiść. Powoli się odwróciliśmy, a naszym oczom ukazał się właśnie on. Miał zielono srebrną – zbroję, a jego oczy były zasłonięte szarą tarczą. Uśmiechał się wrednie. Znów przeszedł mnie dreszcz.

-Lockdown – wyszeptałam.

-We własnej osobie.

-Ale skąd?

-Myślicie, że nie wiedziałem o skradzionym komunikatorze? Ja kontroluję wszystko, każdy najmniejszy szczegół. Pozwoliłem wam mnie znaleźć tylko dlatego, że mam ochotę na małe polowanie – w tym momencie zrozumiałam na co on chce polować – Jesteście słabi, ale gonić was to świetna zabawa – nim zdążyliśmy coś zrobić nad nami pojawiła się wielka kopuła energetyczna, która uniemożliwiła nam ucieczkę. Boty też nie mogły nam pomóc. Chwilę później z ziemi zaczął wysuwać się wielki kamienny labirynt o dwukrotnej wysokości Lockdowna – Macie pięć minut na ucieczkę.

-O złom – zdążyłam tylko to powiedzieć nim Sam pociągnął mnie za rękę i wszyscy pobiegliśmy w głąb labiryntu. Pięć minut to nie aż tak dużo. Musimy szybko załatwić drogę ucieczki, bo inaczej Lockdown powiesi nas jako trofea na ścianie. 

Nie wiedzieliśmy ile czasu minęło. Cały czas biegliśmy, Mike powoli się męćzył. Zrobiliśmy krótką przerwę.

-Nie możemy biegać razem – odezwała się jak zwykle opanowania Jade – Trzeba się rozdzielić.

-Zgadzam się Jade. Ja pójdę z Maddy, a ty z Rachel i Mike’iem.

-Zgoda. Wybieram prawo – Jade już miała iść, ale Mike ją zatrzymał.

-Jeszcze chwilę siostra. Nie jestem przyzwyczajony do wysiłku.

-Masz minutę! – chyba ją trochę zdenerwował. Dziewczyna odeszła i spróbowała połączyć się z bazą. Nic. Kopuła pewnie zakłóca łączność – Nie ma na co czekać. Zbieramy się – powiedziała po chwili i tym razem nie czekając na zgodę brata pociągnęła go i pobiegła w prawo. Ja też zaczęłam biec, ale w takiej temperaturze łatwo się zmęczyć.

Po kolejnych dziesięciu minutach biegu zatrzymaliśmy się. Nawet Jade się zmachała.

-To nie ma sensu – powiedziałam, po wypiciu łyka wody – Nie mamy z nim szans.

-Jeśli będziesz dalej tak mówić to twoja przepowiednia się spełni. Zawsze trzeba mieć nadzieję, pamiętaj o tym – nadal nie wiem jak ona to robi. Jest taka spokojna i opanowana, nawet kiedy jej życie jest zagrożone. To jest chyba jednak cyborg – Nie możemy się poddać. Lockdown pewnie zna ten teren, więc będzie miał przewagę. Nie ma jak się wspiąć, a to znaczy, że wspinaczka odpada. Nie mam pomysłu.

-Ja mogę mieć pomysł – odezwał się Mike – Kopuła gdzieś musi mieć zasilanie. To tarza obcych, ale nadal elektryczna. Wystarczy mi jeden kabel od zasilacza i jesteśmy wolni.

-A więc musimy tylko znaleźć zasilacz. Jak on będzie wyglądał? – Mike podrapał się po głowie.

-Nie mam pojęcia. To może być zwykłą skrzynka energetyczna albo złożony mechanizm z opasami w języku obcych, nie wiem! Nigdy takiego nie widziałem – Jade westchnęła, a Mike odwrócił wzrok. Chciał pomóc, ale teraz nikt nie wie, co robić.

-Chwila, co jest? – zapytała znienacka dziewczyna – Słyszycie to? – zaczęłam uważnie nasłuchiwać. Rzeczywiście, dało się słyszeć szum wody. Wymieniliśmy ze sobą spojrzenia – Wiać! – w jednym momencie adrenalina dała nam kopa i wypruliśmy jak najszybciej mogliśmy.

Odwróciłam się na chwilę i ujrzałam jak wielka fala wody podąża za nami. Przyśpieszyłam, ale niewiele mi to dało. Fala zakryła nas, a ja zdałam sobie sprawę, że nie umiem pływać. Na próżno próbowałam wydostać się na powierzchnię. Prąd pchał mnie do przodu, ale nie dawałam rady płynąć w górę. Czułam, że zaczyna brakować ci powietrza. W ostatniej chwili poczułam jak woda zaczyna wypływać jakimś kanałem. KANAŁ! Kolejne olśnienie! To może być nasza droga ratunkowa. Kanał był dość duży, więc bez problemu się do niego dostałam. Woda już całkiem zniknęła i już miała wołać Jade, kiedy kraty zasłoniły wejście do niego.

-Niech to smar!

-Rachel, gdzie jesteś?! – usłyszałam głos wystraszonej Jade

-Tutaj, w kanale! – po chwili zobaczyłam całą mokrą Jade – Kraty zamknęły się zbyt szybko. Nie zdążyłam was zawołać!

-To nic. Świetnie się spisałaś. Znalazłaś drogę na zewnątrz.

-Ale wy…

-My będziemy skupiać uwagę Lockdowna – powoli się uspokajałam – Ty w tym czasie wezwiesz pomoc. Poradzisz sobie?

-Tak.

-Świetnie, powodzenia – uśmiechnęłam się i jak najszybciej zaczęłam iść przez kanał. Na szczęście, nie był brudny.

Po kilku minutach byłam na zewnątrz. Znalazłam się po drugiej stronie labiryntu, więc musiałam sporo nadrobić. Pobiegłam jak najszybciej mogłam. Komunikacja nadal nie działała, ale może dam rade dojść do botów.

***

Nadal biegłam. Starałam się nie myśleć o zmęczeniu, choć nie było to łatwe. Niespodziewanie, tuż przed mną uderzyła rakieta, przez której wybuch odleciałam kilkanaście metrów. Strasznie piszczało mi w uszach, ale udało mi się podnieść. Uniosłam głowę i zobaczyłam kolejnego Decepticona. Był niższy od Lockdowna, miał szarą zbroję z czerwonymi wstawkami oraz skrzydła, pewnie od drugiej formy. Jego szpony były bardzo długie, a na całym ciele dało się dostrzec blizny po zadrapaniach. Na jego klatce piersiowej widniał znak cona.

-Proszę, proszę, co my tu mamy. Czyżby zwierzyna uciekła?

-Nie jestem żadną zwierzyną! – nie dam się zastraszyć – Nazywam się Rachel Steam i zaraz ci dokopię – con zaśmiał się.

-Dawno nie słyszałem lepszego żartu. Przedstawiłaś mi się jednak, więc i ja powinienem. Nazywam się Starscream i jestem komandorem Decepticonów. I to ja zaraz ci dokopię – decept znów się zaśmiał, ale tym razem wykorzystałam jego chwilę nieuwagi. Wyciągnęłam blaster i zaczęłam strzelać.  Miałam wielkie szczęście, bo udało mi się trafić Starscream’a prosto w oko, oślepiając go w połowie.

-Moje oko! – zawył i zaczął miotać się bez sensu. To była moja szansa. Jak najszybciej zabrałam się za ucieczkę. Nie przebiegłam za dużo, kiedy usłyszałam wielki huk, a potem tarcza zaczęła znikać. Na niebie pojawiły się statki wojskowe i zrozumiałam, że właśnie rozpoczęła się bitwa ostateczna.

czwartek, 18 czerwca 2015

Rozdział X - Najgorsza pora roku


Przyszłość należy do tych, którzy wierzą w swoje marzenia.

Przez długi  czas byłam pewna, że nic nie przebije wściekłego tłumu wrzeszczącego na bota, który na pomoc przyprowadził, drugiego bota, który niegdyś chciał zniszczyć ich planetę. Jakże się myliłam. Tłum wściekłych Autobotów jest o wiele gorszy! Boty oczywiście były bardzo szczęśliwe, kiedy zobaczyły Optimusa, ale na widok Megatrona z ich twarzy zniknęły uśmiechy. Najpierw wybuchła panika. Ludzie wrzeszczeli na widok dawnego lidera Decepticonów. Zaraz potem rozpoczęła się egzekucja, która na szczęście nie wypaliła. Optimusowi ciężko było je uspokoić, ale w końcu się udało. Prime jest bardzo przekonujący.

Bardzo się ucieszyłam, kiedy ujrzałam Ironchide’a. Bot na mój widok szeroko się uśmiechnął, podbiegł do mnie i „przytulił”. Tak naprawdę, to ja przytuliłam się do jego ręki. Szczęście niestety nie trwało zbyt długo, bo już po godzinie tata Sama wezwał wszystkich na zebranie. Niechętnie zebrała się razem z partnerem i przeszłam do głównego pomieszczenia. Nowa baza nie różniła się zbytnio od poprzedniej. Może jedynie rozmieszczenie pokoi było inne. Ta baza była mniejsza. Miała jeden poziom mniej. Widać jednak było, że jej technologia była bardziej zaawansowana. Szybsza winda oraz drzwi, które otwierały się gdy tylko się do nich podeszło wywarły na mnie wielkie wrażenie.

Kiedy doszliśmy do głównej sali, wszyscy byli już obecni. Od Optimusa, przez Catapult, aż po Megatrona. Jego obecność nadal denerwowała boty, ale mnie już nie przeszkadzał. Zmienił się i chce nam pomóc. To mi wystarczy. Byli też rodzice i tata Maddy.

-Zwołałem zebranie w jednym celu – odezwał się Jack – Już pora odebrać conom naszą planetę! Już czas, zaplanować misję, która pozwoli nam raz na zawsze załatwić Lockdowna!

-Nie ekscytuj się tak Jack – odezwał się tata – Miko mówiła mi o waszym planie. Jeśli chcecie załatwić Lockdowna przez podsłuch ich radia, to od razu mówię, o nie za dobry pomysł – Jack spojrzał na tatę z lekkim poirytowaniem. Byłam pewna, że mówi sobie w myślach „Zamknij się idioto, to ja tutaj dowodzę” – Już kilka razy próbowaliśmy takich akcji. Nigdy nie kończyły się dobrze. Decepty nigdy tak naprawdę nie mówią, gdzie pojawi się ich przywódca. Kiedy podają współrzędne punktu spotkania, mają na myśli miejsce o odwrotnych współrzędnych. Niestety i to nie zawsze działa.

-Co więc proponujesz? – dopytał tata Sama.

-To proste. Wyślijmy mały odział by upewnił się, że Lockodown pojawi się w prawdziwym miejscu spotkania. Kiedy grupa będzie sprawdzała, czy con jest obecny, reszta wojska będzie latać nad nimi i w odpowiednim momencie zaatakować.

-Chcesz latać sobie nad deceptami? Tak po prostu? – zapytał Raf – Przecież nas zamierzą.

-Możliwe, ale chyba warto zaryzykować? Poza tym, możemy latać niedaleko miejsca spotkania.

-Dobra Scott – odezwał się znów Jack – Powiedzmy, że ten plan wypali. Kogo wyślemy.

-Twój odział, twój decyzja – czarnowłosy posłał tacie wrogie spojrzenie, a ja w tym samym momencie wpadłam na pomysł.

-Potrzebujecie kogoś małego, nierzucającego się w oczy – odezwałam się – Musi się umieć ukryć, ale i walczyć – zerknęłam na mamę. Patrzała na mnie z zaniepokojoną twarzą. Już wiedziała, co mam na myśli – Wyślijcie nas – powiedziałam wskazując na Jade i Sama.

-Nie ma mowy! – powiedzieli w tym samym czasie Scott i Jack .

-Przecież sobie poradzimy! – uniosła się uszczęśliwiona tym pomysłem Jade -  Umiemy walczyć!  Sami nas szkoliliście.

-To grubsza sprawa Jade – uspokoił córkę Raf – Nie chcemy was narażać.

-Myślisz, że nie wiem! To od początku była grubsza sprawa. Cała ta wojna! Nie możemy tu siedzieć i nic nie robić!

-Zgadzam się z dziewczynami – powiedział Sam – Jesteśmy najlepsi do tej misji – Jack spuścił wzrok.

-Ja też chcę jechać – odezwała się Maddy – Umiem walczyć z deceptami.

-Maddy – spróbował odwieźć ją od tego pomysłu ojciec, ale ona od razu mu przerwała.

-Nie tato! Mogę to zrobić, jestem gotowa!

-To ja też chcę! – odezwał się Mike, a wszyscy odwrócili się je go kierunku – Mogę się przydać – powiedział już trochę mniej śmiało.

-Decyzja należy do ciebie Jack – odezwała się mama.

-Niech lecą. To ich misja – tak! Chcę krzyczeć ze szczęścia! Zachowałam jednak spokój, jak na agentkę przystało. Kurde, moja własna misja! Ale ekstra! – Dobra dzieciaki, słuchajcie. Pójdziecie razem z Miko po sprzęt, a za pół godziny spotykamy się dokładnie tutaj. Przeniesiemy was mostem ziemnym, żeby nie ryzykować namierzenia przez cony. Jeszcze jedna sprawa. Catapult, Ironchide, Smokescreen, Jazz i Elita jadą z wami – Jade to się raczej nie spodoba.

***

Pierwszą rzeczą, jaką dostaliśmy były ubrania. Czarne kombinezony na ramiączkach, dla chłopaków z krótkim rękawem, ciemne kurtki, rękawiczki bez palców i buty na rzepy. Dostaliśmy też pasy na pistolety i noże oraz plecaki, oczywiście czarne.  Kiedy już się ubraliśmy, nadszedł czas na uzbrojenie. Ja osobiście wzięłam dwa mini blastery, trzy noże i jeden granat. Dodatkowo każdy z nas dostał bułkę na czarną godzinę, butelkę wody, latarkę, linę oraz oczywiście komunikator.

Byliśmy gotowi do drogi. Czas na „odprawę”. Wszyscy wróciliśmy do głównego pomieszczenia, gdzie czekali na nas rodzice. Mama dołączyła do taty, a Jack zaczął objaśniać plan.

-Moskwa. To właśnie tam powinien znaleźć się Lockdown, jeżeli Scott rzeczywiście ma rację. Za pół godziny lider conów wyląduje w dawnej stolicy Rosji by „zapolować”.

-Zapolować? – zapytałam zdziwiona.

-Nie wiemy o co chodziło. Decepty powiedziały przez komunikator, że ich pan ma ochotę zapolować. Nie mam pojęcia na co. To jednak teraz nie jest ważne. Wracając, wysadzimy was kilka kilometrów od miejsca docelowego, więc będziecie musieli się trochę przejść. Boty nie będą wam ciągle towarzyszyć. Nie chcemy ryzykować wykrycia ich sygnatury przez Decepticony. Dlatego wezwiecie swoich partnerów w razie zagrożenia. Za komunikację z bazą i wojskiem będzie odpowiadał Sam. Jade, ty upewnisz się, że Lockdown przybył na miejsce. Będziesz musiała podejść do niego bardzo blisko.

-Bez problemu.

-Dla ciebie Mike, – zwrócił się do chłopaka – mam specjalne zadanie. Będziesz pilnował by cony nie dostały się na naszą częstotliwość. Weźmiesz laptopa i  w razie próby shakowania odetniesz ich.

-Nie ma sprawy.

-Rachel i Maddy będą was w razie czego osłaniać.

-Tak jest – powiedziałam razem z Maddy.

-Cóż mogę jeszcze dodać. Powodzenia – uśmiechnęłam się do Jack, a potem razem z resztą zaczęłam iść w stronę mostu ziemnego. Cała nasza piątka oraz piątka botów stanęła przez półokrągłą kopułą. Już po chwili kopuła zaczęła się świecić, a w jej środku pojawił się portal. Po raz ostatni zerknęłam na rodziców. Muszę przyznać, że mama była spokojniejsza od taty. Ufała mi i wierzyła we mnie. Wiedziała, że dam radę. Znów odwróciłam się przed siebie i przeszłam przez most.

Pierwsze odczucie było okropne. Miałam wrażenie, że zaraz puszczę pawia. Czułam się, jakby jakiś con kręcił mną sobie. Na szczęście kiedy przedostaliśmy się na drugą stronę polepszyło mi się.

W Moskwie było nawet ciemniej niż w Nowym Yorku, a było dopiero południe. Było też o wiele zimniej. Szybko zasunęłam kurtkę i zaczęłam ocierać dłoń o dłoń by trochę się ogrzać. Chwilę później zrozumiałam, czemu jest aż tak zimno i ciemno. Z nieba leciał zimny i mokry śnieg, który leżał także na większości ziemi. Zima. Najgorsza pora roku jaka mogła się nam przytrafić.

środa, 29 kwietnia 2015

Rozdział IX - Druga szansa


Kto szuka, ten najczęściej coś znajduje, niestety czasem zgoła nie to, czego mu potrzeba.

John Ronald Reuel Tolkien

Siedzieliśmy w Domu i jedliśmy kolację. Postanowiliśmy, że zostaniemy tu do rana. W dzień bezpieczniej się lata. Poza tym, tata myśli nad złączeniem sił buntowników i wojska, a przy tym przeprowadzką do naszej nowej bazy. Mam nadzieję, że zamieszka z nami i że już nigdy nas nie opuści. Chyba nie przeżyłabym takiej rozłąki.

Po wspólnej kolacji wybrałam się z mamą na trening. Obiecałam sobie, że będę starać się z całych sił i osiągnę swój cel. Zostanę agentką armii. Mama jest świetną nauczycielką, więc mam nadzieję, że dość szybko osiągnę ten cel.

***

Nastał ranek i wszyscy zaczęli powoli się zbierać. Jedynie Mike nie chciał wyjeżdżać. Widać było, że spodobała mu się Maddie i nie chce jej zostawiać. Zrozumiałe jest, że dziewczyna nie opuści ojca i nie pojedzie z nim do wojskowej bazy. Mimo to, Mike nadal nie odpuszczał i starał się ją namówić do przeprowadzki. Patrząc na nią, zakłopotaną całą tą sytuacją, postanowiłam coś zaradzić. Znienacka chwyciłam ją za ramię i pociągnęłam do drzwi, na zewnątrz. Mike nie zdążyła nas zatrzymać i spokojnie wydostałyśmy się na dwór.

-Dzięki – powiedziała Maddy – Mike to fajny chłopak, ale nie potrafi odpuścić.

-Ty wiesz, że mu się podobasz?

-Raczej trudno tego nie zauważyć, ale ja nic do niego nie czuję. Nie chcę dawać mu nadziei.

-Dobrze robisz – tym razem Maddy chwyciła mnie za rękę i pociągnęła za sobą.

-Chodź, przejdźmy się – szłyśmy w nieznanym kierunku przyglądając się słońcu. To było nieco dziwne. Przez tyle lat wieczne chmury zastawiały mi coś tak pięknego i niezwykłego. Teraz, mogę oglądać słońce każdego dnia.

-Powiedz, jak się żyje w wielkim mieście?

-Szczerze, tutaj żyje się dużo lepiej. Tu jest czysto i pięknie, a nad dachem twojego „domu” nie latają statki conów. Masz duże szczęście, że mieszkasz tutaj.

-Wiesz, czasami ciągnie mnie w nieznane. Chcę wsiąść do auta, odpalić silnik i pojechać w siną dal. Męczy mnie ciągłe ukrywanie i walka – niespodziewanie zatrzymałyśmy się. Maddy odwróciła wzrok, a ja nie wiedziałam co się stało.

-Maddy? Co się dzieje?

-Korci mnie z wami jechać. Wiem, że tu jest mój Dom, mój ojciec, a jednak chcę lecieć z wami.

-Może w krótce nie będziesz musiała wybierać. Mój ojciec chce połączyć siły z wojskiem. Możliwe, że będziemy mieli wspólną bazę – dziewczyna uśmiechnęła się, ale po chwili uśmiech zniknął z jej twarzy, a pojawił się lęk. Czerwono włosa patrzyła w jakiś punkt w oddali. Odwróciłam się w kierunku, gdzie padał jej wzrok i od razu zrozumiałam niepokój dziewczyny. W oddali było widać pędzące samochody i lecące samoloty. Nie było ani chwili do stracenia. Złapałam dziewczynę i pociągnęłam za sobą. Pobiegłyśmy jak najszybciej mogłyśmy, ale samoloty zbliżały się zbyt szybko. Raptem tuż przed nami samoloty zmieniły się w cony. Otoczyły nas. Nie miałyśmy żadnej drogi ucieczki.

-Elita! – wykrzyknęła po pomoc Maddy, ale wiedziałam, że nikt nas nie usłyszy. Zaszłyśmy zbyt daleko. Strasznie żałowałam, że nie zabrałam ze sobą broni. Wiedziałam, że decepty raczej nas nie oszczędzą – Elita! – zawołała ponownie, ale nikt nie przybył. Było widać, że się boi. Jeszcze nigdy nie znalazła się w takiej sytuacji. W sytuacji, bez wyjścia.

Niespodziewanie przez jednego z conów przeleciał pocisk. Robot padł, a drugi, nieco zdezorientowany zaczął rozglądać się poszukiwaniu napastnika. Ja zauważyłam go już po chwili. Stał kilka metrów za nim. Był wielkim botem o szarej zbroi. Jego oczy były czerwone, a na klatce piersiowej widniał fioletowy, nieznany mi znak. Jego hełm i zbroja były ostro zakończone. Nim drugi decept zdążył zaatakować, nieznajomy uruchomił swoje ostrze i przebił nim cona. Niestety w między czasie zdążyły do nas dojechać inne Decepticony. Było ich dość sporo, ale nieznajomy bot ruszył do walki. Chwilę później, z powietrza nadleciał bot, o dobrze znanych mi kolorach. Był mniej więcej wielkości czerwonookiego, a jego zbroja była czerwono – niebieska. Z pleców wystawał mu wielki jetpack.  Na jego ramieniu widniał znak Autobotów. Dobrze widziałam kim jest ten bot.

-Optimus – szepnęłam, a zdziwiona Maddy spojrzała na mnie. Nie zwracała na nią uwagi, tylko z niedowierzaniem przyglądałam się Prime’owi. Na jego widok decepty o mało nie zemdlały. Optimus uruchomił swoje blastery i zaczął strzelać w decepty. W tym czasie nieznajomy niepostrzeżenie odcinał głowy wrogom. Już po minucie, nie został ani jeden con. Optimus wylądował przed nami, a po chwili dołączył i nieznajomy – Optimus Prime. Nie wierzę, to naprawdę ty.

-Witaj Rachel. Miło cię w końcu poznać.

-Skąd znasz moje imię?

-Przez długi czas ja i Trzynastu Prime’ów przyglądaliśmy się Ziemi. Ostatecznie dostałem misję wyzwolenia jej z rąk Lockdowna. Zaimponowały mi twoje czyny. Walczyłaś w imię swojego świata z dużo potężniejszymi od ciebie Decepticonami.

-Robiłam co do mnie należy – Prime uśmiechnął się, a ja postanowiłam przedstawić mu Maddy – Optimusie, to jest Maddy, moja przyjaciółka i członkini rebeliantów. Ona, jak i wiele innych walczy z deceptami.

-To nic takiego – chyba ją zawstydziłam – Staram się jak mogę.

-Jak na twój wiek, robisz bardzo wiele.

-Optimusie – odezwał się nieznajomy – Ciężko mi to przyznać, ale kiedy to ja dowodziłem Decepticonami, nie udało mi się pokonać Ziemi – o czym on mówi? – Lockdown nie jest łatwym przeciwnikiem.

-Gdyby nim był Megatronie, nie prosiłbym cię o pomoc.

-Megatron?! – cofnęłam się o kilka kroków od robota – Byłam pewna, że nie żyjesz. Optimusie, co on tutaj robi?! To przecież zdrajca!

-Nie musisz się obawiać Rachel – Optimus podszedł do mnie i przykucnął – Megatron popełnił wiele błędów, ale zmienił się. Pomoże nam wygrać tę wojnę.

-Nie rozumiem, jak możesz mu ufać. Po tym co zrobił – spuściłam wzrok. Nie rozumiałam Optimusa. Przecież Megatron zniszczył ich dom.

-Każdy zasługuje na drugą szansę. Nie zapominaj o tym – westchnęłam i ponownie spojrzałam na Optimusa – Zabierzmy was do rodziców – chwilę potem Prime zmienił się jakiś dziwny wojskowy samochód. Megatron natomiast zamienił się w jakiś nieznany mi odrzutowiec. Razem z Maddy wsiadłyśmy do Optimusa i wszyscy wróciliśmy do Domu.

Przed wejściem czekali już na mnie rodzice. Wyraz twarzy mamy, kiedy Optimus przybrał formę robota był co najmniej zaskakujący. Przyglądał mu się z lekko uchylonymi ustami. Nic nie mówiła. Ona zwykle się tak nie zachowywała. Zareagowała dopiero, kiedy Megatron wylądował i zmienił się w robota. Na jego widok otrząsła się i wyciągnęła broń. Już miała strzelać, kiedy Optimus ją zatrzymał.   

-Jest po naszej stronie. Nic wam nie zrobi – mama powoli opuściła broń, ale nie spuszczała Megatrona z oczu. Widać było, że mu nie ufała.

-Optimusie, jak to możliwe, że tutaj jesteś? Przecież połączyłeś się z Wszechiskrą.

-Owszem, a ja i Trzynastu Prime’ów ustaliliśmy, że trzeba odbić Ziemię. Dlatego zostałem tu wysłany na pewien czas.

-Pewien czas?

-Nie mogę zostać na zawsze. Wypełnię swoją misję i wrócę.

-Rozumiem – mama zaśmiała się – Autoboty nie uwierzą jak im powiem – raptem z bazy wyjechała Elita i przybrała formę robota. Z niedowierzaniem patrzała na Optimusa.

-Więc jednak – powiedziała szeptem – Jednak żyjesz.

-Elita? Czy to naprawdę ty? – również z niedowierzaniem powiedział Prime. Optimus zbliżył się do niej, ale ona zmieniła się w samochód i odjechała. Bez wahania bot ruszył za nią.

-O co jej chodzi? – zapytałam.

-Kiedyś czuli coś do siebie – odpowiedział Megatron.

-Nie ciebie pytam – rzuciłam robotowi wrogie spojrzenie, a on odwrócił wzrok.

-No nic, nie ma co tu tak stać – mama złapała mnie za rękę – Chodźmy do domu – i wszyscy weszliśmy do bazy.

Oczami Optimusa

Złapałem ją niedaleko. Nadal nie mogłem uwierzyć, że naprawdę tu jest. Przybraliśmy formy botów i stanęliśmy naprzeciwko siebie. Nie wiedziałem co mam jej powiedzieć. Nie widzieliśmy się od połowy wojny.

-Myślałem, że cię straciłem – zacząłem w końcu.

-Znam to uczucie – odpowiedziała. Za każdym razem kiedy słyszę jej głos, moja iskra zaczyna jaśniej świecić.

-Gdzie się podziewałaś?

-Przez większość czasu latałam po nieznanych częściach kosmosu. Szukałam deceptów, których mogłabym załatwić. W końcu rozbiłam się na Ziemi.

-Na szczęście. Inaczej nigdy byśmy się nie spotkali.

-Być może masz rację – nie mogłam wytrzymać. Przyciągnąłem Elitę bliżej i pocałowałem ją. Na początku fembotka się opierała, ale po chwili przestała. Zarzuciła rękę na moją szyję, a ja przytuliłem ją.

-Tęskniłem za tobą Elita.

-Ja za tobą też Optimusie. I to bardzo.

Oczami Rachel

Wszyscy siedzieliśmy w garażu. Nikt nie spuszczał wzroku z Megatrona, który najwyraźniej był nieco zdenerwowany całą tą sytuacją. Po kilkunastu minutach wstał, a mama od razu wycelowała w niego broń.

-Nie skrzywdzę was.

-Mam powody by myśleć inaczej – mama posłała robotowi wrogie spojrzenie. Niespodziewanie tata zabrał jej broń i pociągnął za rękę.

-Daj spokój Miko. Jeżeli Prime mu zaufał, to musiał mieć powód.

-Czyli to jednak ty Miko – ponownie odezwał się Megatron – Tak podejrzewałem. Jesteś teraz silną i piękną kobietą. Masz też wspaniałą córkę – bot spojrzał na mnie – Zapomnijmy o naszych…konfliktach z przeszłości. Liczy się co jest teraz.

-Zamknij się. Nie da się zapomnieć tego, co zrobiłeś.

-Naprawdę jest mi przykro – po tych słowach Megatron wyszedł na zewnątrz. Trochę zaczynałam mu współczuć, ale tylko trochę. Kiedy bot opuścił bazę, rodzice poszli do biura taty. Nie chciałam siedzieć z Jade i Samem, którzy również ciągne rozmawiali o tym, że Megatron jest zagrożeniem, ani z Mikiem, który ciągle zarywał do Maddy. Postanowiłam, że również wyjdę na zewnątrz.

Na zewnątrz spotkałam Megatrona. Siedział przed Domem i wpatrywał się w niebo. Niepewnie podeszłam i usiadłam obok niego.

-Popełniłem wiele okropnych błędów – odezwał się znienacka – Już chyba nikt mi nigdy nie zaufa.

-Optimus ci zaufał – Megatron odwrócił wzrok – I ja powoli zaczynam ci ufać – znów spojrzał na mnie – Widzę, że najchętniej cofnął byś czas i odczynił wszystkie swoje grzechy. Rozumiem to. Rozumiem też, że pragniesz odkupienia , a przede wszystkim zrozumienia.

-Jesteś bardzo mądrą dziewczynką Rachel.

-Dziękuję – trochę niepewnie położyłam rękę na leżącej obok dłoni Megatrona. Bot uśmiechnął się lekko, a ja odwzajemniłam uśmiech. Już dużo pewniej przysunęłam się bliżej i przytuliłam do niego. Optimus miał rację. Każdy zasługuje na drugą szansę.

niedziela, 19 kwietnia 2015

Koszulki

Hej. Mam dla was krótką informację. Moja mama rozpoczęła swój własny biznes i między innymi będzie robiła koszulki z ręcznie malowanymi cytatami. Rozmiar i kolor do wyboru. Cena: 50 zł + dostawa.

 
 
 
Zainteresowanych proszę o kontakt: nikola_2000@o2.pl
Pozdrawiam
***Niki***

sobota, 18 kwietnia 2015

Rozdział VIII - Poświęcenie


Złość nie jest zła. Jest ludzka. I mija po pewnym czasie.

Patrzałam na niego z niedowierzaniem. To nie mógł być on. Mój ojciec zginął na wojnie. On musi kłamać.

-Rachel, ja wiem, że to ty. Nie poznajesz mnie, to zrozumiałe, ale ja naprawdę jestem twoim ojcem – nie opuszczałam broni, ale coś sprawiało, że zaczynałam my wierzyć. Patrzył na mnie z tą samą miłością, z jaką patrzy na mnie mama. Powoli opuściłam blaster, a z moich oczu wypłynęły łzy. Rzuciłam się w objęcia ojcu, a on zaczął mnie całować po głowie. Tuliłam go jak najmocniej umiałam. Nigdy nie sądziłam, że jeszcze kiedyś go zobaczę.

-Tato – wyszeptałam

-Już dobrze skarbie, jestem tu. Tak strasznie za tobą tęskniłem.

-Ja tak samo – tata uścisnął mnie jeszcze mocniej. Byłam taka szczęśliwa.

Po chwili ojciec wypuścił mnie z objęć. Otarł łzy spływające po policzku i ponownie pocałował w głowę.

-Odłóżcie broń – poprosiłam Jade i Sama, a oni schowali pistolety.

-Pewnie jesteście głodni i spragnieni? – pokiwałam twierdząco głową – Chodźcie za mną. Ben, przynieś nam jedzenie i picie – jeden ze strażników wyszedł, a my razem z tatą i Maddy weszliśmy do zasłoniętego pomieszczenia. Pokój był oświetlony latarniami, jak reszta Domu. W centralnej części stało ciemne biurko, a na nim jakieś papiery. Przy ścianie stała też kanapa i dwa fotele oraz stolik. Usiedliśmy przy nim, a po chwili strażnik przyniósł nam dwie butle wody i bochenek chleba. Nie czekając na zgodę zaczęliśmy się częstować

-Jak się tu dostaliście? – zapytał tata

-Lecieliśmy helikopterem do nowej bazy, ale Decepticony nas zaatakowały. Potem znaleźli nas twoi ludzie.

-Więc naprawdę żyjecie z wojskiem? – potwierdziłam – A mama?

-Jestem pewna, że jest cała. Pewnie szuka nas razem z rodzicami Jade i Mike’a oraz Sama.

-To dobrze. Oczywiście postaramy się z nimi skontaktować i poinformujemy o waszej obecności tutaj – uśmiechnęłam się i wzięłam łyk wody.

-A jak ty stałeś się przywódcą rebeliantów? Bo jesteś przywódcą, tak?

-Tylko tego oddziału. Mamy ich po kilka na każdym kontynencie – tata podał mi kawałek chleba, a ja zjadłam go w całości – Jeśli chodzi o moją „posadę”, to wszystko zaczęło się kiedy wyjechałem z wojskiem na bitwę o Afrykę. Walczyliśmy, ale nie mieliśmy żadnych szans z Decepticonami. Kilkusetna armia została rozgromiona przez odział liczący kilkadziesiąt deceptów. Jakimś cudem udało mi się przeżyć.

-Chwila moment – przerwał tacie Sam – Dlaczego akurat Afryka? Co było w niej tak ważnego. Myślałem, że cony ją oszczędziły, bo nic tu nie ma.

-Owszem, oszczędziły Egipt i jeszcze kilka państw, ale tak naprawdę to w Afryce jest największe złoże tego ich paliwa. Dlatego ona jest taka ważna. Decepty mają tu sporo kopalń, które od czasu do czasu podpalamy by ich jakoś spowolnić.

-To wszystko wyjaśnia.

-Wracając, znalazł mnie mały odział buntowników i zabrał do Domu. Opatrzyli mnie, nakarmili i dali ciepłe miejsce do spania. W niedługim czasie doszedłem do siebie i zrozumiałem, że tu mogę się o wiele bardziej przydać. Buntownicy nauczyli mnie walczyć i strzelać. Na samym początku byłem zwykłym strażnikiem. Potem razem z odziałem Wików patrolowałem państwo i organizowałem akcje. Pewnego dnia umierający przywódca poprosił mnie, bym go zastąpił. Nie zrobiłem niczego wielkiego, a on wybrał mnie. Dowodzę tą rodziną już siedem lat. Jeszcze nigdy jej nie zawiodłem – posmutniałam. Dbał o ludzi tutaj, ale zapomniał o mnie i o mamie. Nie bardzo wiedziałam co mam myśleć. Walczył z Decepticonami o nasz świat, ale nie było go, kiedy najbardziej go potrzebowałyśmy.

-Dlaczego nie wróciłeś do domu? – zapytałam w końcu

-Wiedziałem, że dacie sobie radę. W końcu twoja mama to twarda dziewczyna, a ludzie tutaj bardziej potrzebują mojej pomocy.

-Bardziej niż twoja własna rodzina? – tata się nie odezwał prze dłuższą chwilę

-Możecie nas na chwilę zostawić samych? – Maddy zabrała wszystkich na zewnątrz i zostałam sam na sam z ojcem – Wiem, że was zawiodłem, ale czasem trzeba się poświęcać dla większego dobra.

-Ty się poświęciłeś? Przecież to ja i mama musiałyśmy dawać sobie same radę! To ja musiałam kraść, żeby przetrwać! – kilka łez spłynęło po moim policzku – Głodowałyśmy. Kilka razy myślałam, że nie dożyjemy następnego dnia.

-Rachel, wiem, że cierpiałyście. Ale zrozum, że to co robię, robię dla was. Walczymy o naszą przyszłość, o twoją przyszłość – tata przysunął się bliżej mnie – Tęskniłem za wami i to bardzo. Nie było dnia kiedy nie zastanawiałbym się co się z wami dzieje. Obwiniałem się, że mnie przy was nie ma, ale wiedziałem że muszę tu zostać. Ci ludzie liczą na mnie – tata objął mnie i pocałował w policzek – Do tej pory pamiętam treść listu, który do ciebie napisałem. Kochana Rachel. Piszę ten list na wypadek gdybym nie wrócił z mojej misji. Masz dopiero dwa latka i nie mogę ci tego powiedzieć osobiście. Mogę zginąć. Wtedy ty i twoja mama zostaniecie całkiem same. Dlatego mam do ciebie prośbę. Opiekuj się mamą. Wspieraj ją i pomagaj jak tylko będziesz mogła – to naprawdę dokładnie ta sama treść listu. Chyba zaczynam rozumieć dlaczego tu został. Poświecił się, nie mógł się z nami zobaczyć, ale pomagał innym ludziom. Teraz już to rozumiem. Otarłam łzy z policzka i przytuliłam się do taty.

-Kocham cię tato.

-Ja ciebie też Rachel. Ja ciebie też – i po raz kolejny mnie pocałował.

***

Razem z Jade, Samem i Mike’iem siedzieliśmy w naszej chwilowej sypialni. Był to kolejny zasłonięty odosobniony pokój z latarniami, które dawały światło. Na podłodze leżało kilka materacy, na których siedzieliśmy.

Bawiłam się telefonem, który o dziwo działał. Jade czytała również ocalałą, przynajmniej w części książkę, a Mike i Sam starali się połączyć z wojskiem przez stare, wojskowe radio od mojego ojca. Miałam nadzieję, że uda nam się połączyć z mamą i że to ona przyjedzie. Jestem bardzo ciekawa jak zareaguje. Pewnie najpierw przyłoży tacie z liścia, a potem go pocałuje. Tak mniej więcej było kiedy coś przeskrobałam. Najpierw na mnie nakrzyczała, a potem przytulała i całowała.

Niespodziewanie usłyszałam, że ktoś odpowiada na wezwanie.

-Słyszymy was Darby 2, podajcie swoją pozycję – odezwał się męski głos, a Sam od razu odpowiedział

-Jesteśmy w podziemnej bazie buntowników na Saharze, w Egipcie. Nie znam dokładnych współrzędnych, ale jeżeli podlecicie dostatecznie blisko zobaczycie pomarańczową racę.

-Przyjąłem Darby 2. Damy wam znać kiedy będziemy na miejscu.

-A, jeszcze jedno. Niech przyleci po nas agentka Steam.

-Przyjąłem, Steam 1 odbiera przesyłkę. Bez odbioru.

-Dziękuję ci Sam – powiedziałam, kiedy chłopak się już rozłączył – To dla mnie wiele znaczy, żeby mama dowiedziała się, że tata żyje.

-Wiem – chłopak uśmiechnął się, a ja odwzajemniłam uśmiech.

 

Po jakiś piętnastu minutach coś zaczęło się. Wszyscy buntownicy latali jak szaleni, zabierali broń i wychodzili na powierzchnię. Wszyscy zerwaliśmy się kiedy usłyszeliśmy wielki wybuch.

-To raczej nie wojsko – powiedział Mike

-Raczej nie – przyznałam mu rację. Pobiegliśmy do Maddy, która siedziała w garażu i chyba żegnała się z ojcem

-Co się dzieje? – zapytała Jade. Ojciec dziewczyny wyjechał na zewnątrz, a ona nam wszystko wyjaśniła

-Wykryliśmy dwadzieścia obiektów latających, najprawdopodobniej Decepticony. Wszyscy buntownicy są w stanie gotowości.

-Możemy pomóc – zaproponował Sam – Mamy nowocześniejszą broń od was.

-Nie powinniśmy. Mój ojciec…

-Jeżeli to naprawdę Decepticony, to będą potrzebować naszej pomocy – Jade wyciągnęła swój blaster o podała mi go – Będziesz tego potrzebować.

 -A co z tobą?

-Mi starczy zwykły pistolet – Maddy wyciągnęła dwa schowane pistolety i jeden z nich podała Jade – Ty zostajesz Mike.

-Nie będę się kłócił – odpowiedział obojętny chłopak. Razem z Maddy wyszliśmy na zewnątrz. Panował chaos. Buntownicy nie dawali sobie rady z deceptami. Od razu ruszyliśmy do akcji. Strzelaliśmy jak najlepiej mogliśmy. Oczywiście Jade i Sam nie mieli z tym problemu. Ja dopiero się uczę. Kilka razy udało mi się trafić, ale chyba nie zabiłam żadnego cona.

Przegrywaliśmy, a szanse na przeżycie powoli malały. W oddali mogłam zauważyć tatę. Strzelał celnie i zabijał decepty bez większej trudności. Sam i Jade też świetnie sobie radzili, a Maddy nie miała żadnych trudności z użyciem broni. Czy tylko ja jestem tak beznadziejna?

Część rannych buntowników musiała się wycofać. Było nas coraz mniej. Wtedy z jaskini wyjechało ten różowy samochód. Przygazował i wywrócił kilka deceptów. Kto siedział w środku? Po chwili moje pytanie dostało odpowiedź – nikt. Samochód zaczął się transformować się w fembotkę. Była dość duża, różowo – srebrna. Zza ramion odstawały jej koła, takie jak przy nogach. Fembotka uruchomiła swoje blastery i zaczęła strzelać w Decepticony. Dzięki niej szło nam coraz lepiej. Po kilku minutach, cony zaczęły się wycofywać. Wygraliśmy.

***

Wszyscy staliśmy w garażu, wpatrzeni pytająco w mojego tatę. Fembotka, w formie pojazdu, była razem z nami. Maddy i jej ojciec również nam towarzyszyli.

-Więc? – zapytałam – Jak ona się tu dostała i kim w ogóle jest?

-Powiedziała nam, że nazywa się Elita One. Na Cybertronie była agentką Gwardii Elitarnej. Spotkaliśmy ją pięć lat po rozpoczęciu wojny. Od tej pory nam pomaga – Elita zaczęła zmieniać się w robota. Po chwili podeszła i kucnęła tuż przede mną.

-Miło mi was poznać. Tak jak powiedział Schoot, nazywam się Elita One. Przybyłam na tą planetę kilka lat przed rozpoczęciem wojny, ponieważ mój statek się rozbił. Niestety nie mogłam skontaktować się z Cybertronem, więc musiałam się ukrywać. Kiedy wojna się rozpoczęła, szukałam kogoś, z kim mogłabym walczyć.

-Znalazłaś buntowników – dokończył Mike, a Elita potwierdziła

-Ona jest naszą tajną bronią – dodał tata Maddie – Uratowała nam skórę nie jeden raz.

-Jest też dobrą przyjaciółką – powiedziała Maddie, a Jade prychnęła. Wszyscy na nią spojrzeliśmy.

-Przyjaciółka, no tak. Dlaczego wszystkim do cholery tak zależy na znajomości z tymi maszynami? To przez nie ta pieprzona wojna!

-Wystarczy Jade – upomniał dziewczynę Sam

-Skoro myślicie, że dzięki nim wygracie tę wojnę, to jesteście idiotami. Wszyscy! Co do jednego. A ty – dziewczyna podeszła do mnie – Możesz sobie marzyć o zostaniu świetną agentką, ale na boga, kobieto obudź się! Nie widzisz w jakim świecie żyjesz?! Możesz bawić się telefonem od mamusi i przytulać do pluszowego robota, ale co ci to da?! – odwróciłam wzrok – To nie jest bajka. Dorośnij wreszcie – Jade zaczęła iść w stronę wyjścia i nikt nie miał zamiaru jej zatrzymywać. Jej słowa zabolały i to bardzo. Pojedyncza łza spłynęła po moim policzku, ale od razu ją wytarłam. Może i Jade miała racje. Może rzeczywiście śnię o niemożliwym.

***

Staliśmy przed Domem i czekaliśmy na nadlatujący helikopter. Było już go widać w oddali. Po jakiś trzech minutach wylądował, a ze środka wyszła mama. Podbiegła do mnie o mocno przytuliła.

-Tak się o ciebie bałam – powiedziała drżącym głosem

-Dałam radę. Jak zawsze – mama wypuściła mnie z objęć. Odwróciłam się i spojrzałam na stojącego w cieniu tatę. Dałam mu znak by wyszedł, a on powoli zaczął kierować się w naszą stronę. Mama nie wiedziała co się dzieje. Kiedy w końcu zorientowała się kim jest mężczyzna, otworzyła szerzej oczy. Tata podszedł do niej, ale przez długą chwilę nic nie mówił. Patrzyli na siebie jak zaczarowani.

-Miko – odezwał się w końcu – Przep…-nie zdążył dokończyć bo mama przysadziła mu mocno z liścia. Chwilę potem rozpłakała się i rzuciła na jego szyję. Przytulali się długo, naprawdę długo. Nie chciałam im przeszkadzać. Odeszłam trochę dalej, do Sama i Mike’a. Zaczęliśmy się przyglądać zachodzącemu słońcu.

W jednej chwili zaczęłam zastanawiać się, gdzie jest Jade. Rozglądałam się dookoła, ale nie mogłam jej dostrzec. W końcu zobaczyłam ją siedzącą na Domie, tyłem do nas. Powoli wspięłam się na skałę i usiadłam obok dziewczyny. Spojrzałam na nią. Jej oczy były zaczerwienione, a policzki mokre od łez. Wpatrywała się w niebo. Nie bardzo wiedziałam co powiedzieć. Nagle, odezwała się.

-Przepraszam. Nie powinnam. Nerwy mi puściły.

-Nic się nie stało. Miałaś rację. Nie dorosłam do tej wojny – dziewczyna otarła łzy

-Wiesz, że nie płakałam od trzech lat – spojrzałam na nią zdziwiona – Zawsze starałam się być silna, a przynajmniej taką udawać. Nie chciałam, żeby Mike musiał dorosnąć tak szybko jak ja. Nigdy nie chciałam narażać go na niebezpieczeństwo – Jade spojrzała na mnie – Udawałam twardą i nieustraszoną, ale w głębi duszy, strasznie się bałam – dziewczyna ponownie odwróciła wzrok. Podziwiałam ją. Była taka silna. Ja nigdy taka nie będę. Przysunęłam się bliżej Jade i przytuliłam ją.

-Zwykle jest tak, że to właśnie strach dodaje nam sił. I dlatego jest nam aż tak potrzebny – dziewczyna uśmiechnęła się i mocniej mnie przytuliła.

-Dziękuje ci. Tak bardzo ci dziękuję.

-Ja też ci dziękuję. Uświadomiłaś mi, że za mało się staram. Teraz będę silna i nigdy się nie poddam. Tak jak ty. 

piątek, 10 kwietnia 2015

Rozdział VII - Dom


Tęsknota jest najgorszym bólem, ale bez niej nie zrozumiemy miłości…

Nie wiem ile szliśmy. Pustynia zdawała się nie mieć końca. Wody nie było dużo, a słońce powoli wschodziło. Od razu dało się odczuć momentalne ocieplenie. Mike miał rację. Na niebie nie było żadnej chmurki. Jade nie stawała ani na moment, nawet kiedy prosił ją o to brat. Wiem, że starała się jak najszybciej znaleźć wodę, ale to jej tempo nam nie pomaga.

W końcu Samowi udało się namówić Jade do postoju. Znaleźliśmy jakieś wielkie drzewo i schowaliśmy się pod jego liściami.

-Czy to nie jest niesamowite? – zapytałam, a Mike spojrzał na mnie pytająco – Drzewo? W dodatku żywe?

-To Baobab. Może gromadzić wiele wody i dzięki temu może przeżyć w największej suszy.

-No, ale i tak skądś ją musi pobierać, co nie? – Jade momentalnie wstała i podeszła do nas.

-Musi skądś pobierać wodę! Gdzieś tu musi być woda!

-Masz rację Jade – zgodził się z dziewczyną Sam – Niestety to nadal nie zawęża obszaru poszukiwań.

-Może i nie, ale kiedyś podsłuchałam rozmowę twojego ojca z jakimś generałem. Mówił, że w Egipcie odnotowali aktywność buntowników. Jeżeli gdzieś tu jest woda, to może i ich siedziba.

-Jade – zaczepił siostrę Mike i wskazał palcem na ledwie widoczny obiekt w oddali. Poruszał się i to szybko. Chwilę później dostrzegliśmy kolejne obiekty.

-Cony? – zapytałam

-Nie mam pewności – odpowiedział Sam – To mogą być decepty albo rebelianci. Jade, przygotuj broń – Sam i Jade wyciągnęli mini blastery i razem z nami obserwowali nadjeżdżające obiekty.

Po niecałej minucie udało się nam dostrzec, że to samochody wojskowe, pomalowane na ciemne barwy. Jeden z nich się jednak wyróżniał. Był to sportowy samochód o różowej barwie z białymi pasami. Po co rebeliantom taki samochód?

Pojazdy okrążyły nas i zatrzymały się. Powoli zaczęli wychodzić z nich mężczyźni ubrani w ciemne spodnie i bluzki. Większość z nich miała usta przykryte bandamą. Z jednego z samochodu wyszedł wysoki i umięśniony mężczyzna, o rudawych włosach i brązowych oczach. Również był ubrany w ciemną bluzkę i spodnie, ale nie miał bandamy. Nieznajomy podszedł do nas, a Jade i Sam wycelowali w niego broń.

-Nie jesteście za młodzi na takie zabawki? – zapytał z wrednym uśmiechem

-Nie mamy problemu z ich obsługą – odpowiedziała Jade – Pokazać? – mężczyzna zaśmiał się.

-Kim jesteście i co tutaj robicie? – milczeliśmy, ale nie bardzo wiem dlaczego. Przecież to byli ludzie. Nie sądzę, żeby chcieli nas skrzywdzić – Słuchajcie, nie mam za dużo czasu, więc jeżeli chcecie żebym wam pomógł to lepiej zacznijcie gadać – Jade i Sam oczywiście się nie odzywali. No trudno, muszę wziąć sprawę w swoje ręce.

-Byliśmy pod ostrzałem Decepticonów, a nasz helikopter rozbił się niedaleko stąd – dziewczyna tyrpnęła mnie, ale ja nie zwracałam na nią uwagi – Nazywam się Rachel. Nie jestem waszym wrogiem.

-Pewnie jesteście dziećmi wojskowych.

-Owszem – odpowiedział Mike

-Macie szczęście, że sam jestem ojcem – mężczyzna podszedł do sportowego samochodu i uderzył kilka razy o jego dach – Wiem, że tam jesteś Maddy. Wyłaź i przedstaw się nowym znajomym – po chwili z pojazdu wyszła średniego wzrostu dziewczyna, o czerwonych włosach i brązowych oczach. Miała na sobie czarne spodnie, szarą bluzkę, buty oraz zieloną koszulę. Na jej szyi zauważyłam grot od strzały zawieszony na sznurku – Ja jestem Matt Korner, kapitan oddziału buntowników „Szare Wilki”, a to moja córka Maddy – dziewczyna podeszła bliżej nas i mnie pierwszej podała rękę na przywitanie. Uścisnęłam ją i uśmiechnęłam się do Maddy.

-Bardzo miło mi was poznać. W Domu nie ma zbyt wielu dzieci, więc tym bardziej cieszę się, że was spotykam.

-My także się cieszymy. Nazywam się Rachel, to jest Jade, Mike – wskazałam na chłopaka, który nie odrywał wzroku od Maddy – oraz Sam – Jade nawet nie spojrzała na naszą nową znajomą. Chyba znowu się na mnie zdenerwowała.

-Dobra, pojedziecie z Maddy naszą Elita.

-Tak mówimy na sportowy wóz – szepnęła mi dziewczyna

-Pojedziecie od razu do Domu. Bez przystanków – Matt podszedł do córki – Jak już zajedziecie, to powiedz szefowi jak ma się sprawa. On pomyśli co dalej z nimi robić.

-Oczywiście tato – mężczyzna pocałował córkę w głowę, a potem wsiadł do samochodu i odjechał. Maddy wsiadła za kierownicę różowego samochodu, a my zajęliśmy miejsca pasażerów. Udało mi się usiąść z przodu. Dziewczyna odpaliła silnik.

-Umiesz prowadzić? – zapytał zdziwiony Mike

-No jasne. Tata nauczył mnie gdy skończyłam jedenaście lat.

-Ekstra – chłopak nadal nie odwracał wzroku od Maddy. Chyba mu się spodobała. Dziewczyna ruszyła i już po chwili pędziliśmy do jej Domu.

-To ile masz lat? – odezwał się w końcu Sam

-Czternaście, a wy?

-Ja mam szesnaście, Jade i Rachel piętnaście, a Mike trzynaście.

-Prawie czternaście – poprawił chłopaka Mike. 

-I od kiedy tu mieszkasz? – zapytała Jade. Łał. W końcu się odezwała.

-W zasadzie, od kąt pamiętam. Mój tata przyłączył się do ruchu oporu niedługo po tym jak powstał.

-A twoja mama? – dopytałam

-Podobno nie przeżyła porodu.

-Przykro mi – spuściłam głowę. Nie odzywaliśmy się już przez całą drogę.

Po kilku minutach udało nam się dostrzec coś co przypominało dziurę w skale. Maddy zatrzymała się i wyszła z pojazdu. Stanęła przed dziurą i chyba coś wypowiedziała. Po chwili dziura zaczęła stawać się coraz większa, a dziewczyna wróciła do samochodu. Wjechaliśmy przez dziurę i od razu zjechaliśmy w dół. Ten ich Dom, to chyba pewnego rodzaju jaskinia. Korytarz, którym jechaliśmy był nieoświetlony. Jedynym źródłem światła był samochód i jego reflektory.

Zatrzymaliśmy się w wielkim pomieszczeniu, gdzie stało kilkanaście samochodów.  Maddy zaparkowała i wszyscy wyszliśmy z pojazdu. Dziewczyna wyciągnęła latarkę i dała nam znak, byśmy za nią podążali. Szliśmy powoli, by się nie przewrócić. Po kilku minutach doszliśmy do oświetlonego  pomieszczenia pełnego ludzi. Źródłem światła były latarnie, zawieszone na ścianach jaskini. Przedarliśmy się przez tłum i doszliśmy do kolejnego pomieszczenia. Było ono zasłonięte płachtą ciemnego materiału. Stali przed nim dwaj mężczyźni z bronią. Maddy powiedziała coś strażnikom i weszła do środka.

-Zostańcie tu – powiedziała nim całkiem zniknęła nam z oczu. Wtedy jeden z mężczyzn podszedł do nas i wyciągnął rękę.

-Broń, ale już – Jade patrzała na niego ze złością – Nie lubię się powtarzać – wyraz twarzy mężczyzny stał się bardziej wrogi. Jade i Sam niechętnie wyciągnęli mini blastery zza pasów i podali je strażnikowi.

-Tylko ich nie popsuj – powiedziała dziewczyna – Są sporo warte – buntownik pokiwał twierdząco głową i schował je za pas. Następnie wrócił na swoje stanowisko.

Jade zdenerwowała się i oparła o ścianę, uderzając ją przed tym pięścią. Mike i Sam usiedli na podłodze, a ja postanowiłam, że pomówię z dziewczyną. Podeszłam do niej i również oparłam się o ścianę.

-Myślisz, że źle postąpiłam? – dziewczyna się nie odzywała – Jade?

-Nie. Po prostu myślę, że powinnaś to najpierw uzgodnić z nami. Nie wiedzieliśmy kim on był. Do tego większość buntowników nie jest optymistycznie nastawiona do wojska.

-Dlaczego? – zdziwiłam się

-Uważają, że nic nie robimy, że pozwalamy conom na władzę na ziemi.

-Przecież to nie prawda.

-Wiem, ale do buntu przyłączają się ludzie zdesperowani, którzy stracili zbyt wiele i chcą się zemścić. Nie obwiniają siebie, tylko wojsko, które jak uważają boi się stanąć w obronie ludzi – dziwny sposób rozumowania. No, ale chyba muszą mieć jakieś powody do takich myśli?

-Przepraszam – odezwałam się wreszcie – Masz rację, nie powinnam tak szybko zdradzać mu kim jesteśmy. Chyba jestem po prostu zbyt ufna – zaśmiałam się – To dziwne, ale nie zawsze taka byłam. Chyba przebywanie w towarzystwie prawdziwych przyjaciół mnie zmieniło.

-Możliwe, ale ja sądzę, że ty po prostu potrafisz dostrzec dobrego człowieka. Masz dobre przeczucia i wiesz kiedy ktoś kłamie – Jade uśmiechnęła się. Nie widziałam tego uśmiechu już od jakiegoś czasu. To dodało mi trochę sił.

***

Maddy w końcu wyszła, ale nie sama. Był z nią wysoki i umięśniony mężczyzna, o brązowych włosach i niebieskich oczach. Na brodzie miał lekki zarost. Miał na sobie ciemne buty, spodnie, bluzkę i kamizelkę. Wydawał mi się znajomy, ale nie byłam pewna skąd. Podszedł do nas i zaczął się przyglądać. Jade i Sam wyszli przed nas.

-Dzieci wojskowych, co?

-Owszem – odezwała się Jade – Nazywam się Jade Esquivel, a to jest Sam Darby i to my odpowiadamy za zespół – zespół? Czy Jade właśnie nazwała nas drużyną. Dziwne. Do tego powiedziała mu kim jest.

-Miło was poznać. A reszta waszej drużyny?

-Zanim zdradzimy ci ich imiona, – odezwał się Sam – chcemy poznać twoje. 

-Nie muszę wam nic mówić. To ja tutaj wydaję rozkazy – strażnicy obeszli nas i stanęli za mną i Mike’iem. U strażnika, który zabrał nam broń udało mi się dostrzec blastery. Musiałam podjąć szybką decyzję. Powiedzieć prawdę, lub użyć broni. Miałam jednak przeczycie, że broń będzie konieczna.

Kiedy strażnik chwycił mnie za ramiona, uderzyłam go w brzuch z łokcia i wyciągnęłam blatery. Jeden z nich rzuciłam Samowi. Wtedy Jade uderzyła drugiego strażnika w twarz i zabrała mu pistolet. Sam  i Jade mieli strażników na muszce, więc podeszłam do nieznajomego i wycelowałam w niego.  

-Albo powiesz nam kim do cholery jesteś, albo zdejmiemy ciebie i twoich strażników – mężczyzna wyglądał na zdziwionego, ale nie naszą reakcją. Przyglądał mi się z niedowierzaniem. Jego usta były lekko uchylone. Zbliżył się do mnie.

-Rachel? Czy to naprawdę ty? – skąd on mnie zna do cholery?

-A kto pyta?

-To ja, Schot. Twój ojciec.